O KOCIE, EMBRIONACH I ŻYCIOWEJ DECYZJI
POST NA FORUM:
Wyobraźcie sobie, że znajdujecie się w sytuacji w której musicie błyskawicznie podjąć decyzję. Nie będzie możliwości zmiany tej decyzji. Ot, dla ustalenia uwagi, w laboratorium w którym pracujecie wybuchł pożar i musicie natychmiast uciekać - w przeciwnym razie zginiecie. Razem z Wami w laboratorium nie ma nikogo poza kotem. No, jest jeszcze pojemnik z "niepotrzebnymi" zamrożonymi embrionami po zabiegu in vitro. Macie szansę wziąć tylko jedno z nich - albo kota albo pojemnik z embrionami (zarówno kto jak i embriony nie są Wasze - eliminujemy tu osobiste związki uczuciowe). PYTANIE: kogo byście uratowali? Kilukomórkowe "niepotrzebne" embriony czy zwykłego kota? Kogo wolelibyście pozostawić na pastwę płomieni? Zastanówcie się nad tym proszę, bo łatwo jest mówić: embrion to człowiek lub embrion to nie człowiek, ale spróbujcie wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji i Wasz wybór. Może się czegoś o sobie dowiecie?
FORUM MYŚLI INTENSYWNIE:
*** kota :) odchudzam sie....
*** w pośpiechu rozłożyłbym kota na części pierwsze i porwał z sobą jego embriona
*** kot, jeśli do mojego podobny, toby się uratować nie dał.. odgryza nos przypróbie wzięcia na ręce..toporek bym uratował, albo inne narzędzie do torowania drogi :D
*** Ja we własnej osobie urtowałabym pieska!
*** poszukałbym najdroższego laptopa, zabrałbym troche sprzętu i na odchodnym pociagnął pchlarzowi z buta :-)
*** z laboratorium biorę kota, ale najważniejszy chyba byłby ostatni backup z danymi ;)
*** Kot najczesciej w poblizu danych, jak prusak w ekspresie do kawy:)
*** Gadasz. Embriony tak po prostu w słoiku? Tak się ich nie przechowuje.
*** A gdzie masz ten "słoik"? W wątku jest mowa o POJEMNIKU.
*** A faktycznie, nie wiem gdzie ja przeczytalam o sloiku. Pewnie Ogolone_Jajka telepatycznie mi ten sloik przekazal.
*** Uważaj żeby cię telepatycznie nie zapłodnił bo będzie kolejne niepokalane poczęcie :)
*** Błyskawicznie nakarmiłabym kota embrionami i wyniosła go z nimi w brzuchu! Tuż po wyjściu oznajmiłabym lekarzom, jaka jest sprawa: Jeśli zmuszą kota do wymiotów - ocalą szereg ludzi! Kotu palec w gardło - i trwa życie poczęte! Jak myślicie, czy wielu brałoby się za czyszczenie kota? Czy ktokolwiek traktowałby serio embrion, który wyszedł z kota? I czy to by było po chrześcijańsku? I czy embriony zrodzone z kota mogłyby kiedyś stać się pełnoprawnymi członkami KK? A co, jeśli kot byłby czarny???
*** Po co wywoływac wymioty? Ja bym poczekał, aż wydali je droga naturalną :)
[kolejny lubiący przeglądać odchody ;) Jak nie człowieka to kota ;)]
*** Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nad tym człowiekiem. Oswieć go, bo błądzi w ciemnościach...
*** Amen
*** a koty to niby do czego sa potrzebne bralbym embriony
*** Jak to do czego? Jak przyłożysz sobie do kręgo słupa to ci zaraz dyskopatia przejdzie. A przyłóż sobie embriona! Nic nie pomoże!
*** ostatczenie kota juz znamy:) a zarodek moglby okazac sie niewdzieczmy morderca:)
odpowiedzi jest niesamowicie dużo bo 510. Jeśli macie ochotę poczytaj dalej podaję linka do strony: http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=33054308&v=2&s=0 :)
[podesłała sibelin - dzięki :-))))]
6 komentarzy:
Padłam trupem na klawiaturę, oplułam monitor i zasmarkałam myszkę...Dosłownie wymiękłam. Jeden z najlepszych postów w historii, słowo daje :))))))))))))))))
Jak dla mnie, niesmaczne...
Bardziej tragiczne niz zabawne.
Śmieszne!
Co za idiota może myśleć, że trzymią kota w sterylnym laboratorium?! No ale ważne by dylemat moralny był :/
Hrhr, genialne.
Tak poważnie, to nie jest zresztą oryginalny pomysł autorki wątku, taki właśnie przykład podaje słynny i nieco kontrowersyjny etyk Peter Singer. U niego akurat występował bodaj pies, "stary pies profesora", ale sytuacja ta sama. Singer uważa, że podstawą etyki powinna być minimalizacja cierpienia wszystkiego, co czuje - czy ludzi, czy zwierząt - więc oczywiście w tym wypadku wybrałby uratowanie zwierzęcia. W tej kwestii się z nim zgodzę - niezależnie od statusu podmiotowego embrionu w takiej fazie rozwoju faktem jest, że nie ma on świadomości i nie może czuć bólu, a zwierzę owszem. Jednocześnie z wielu powodów nie jestem entuzjastką in vitro, uważam, że naprawdę warto promować adopcję, nakłaniać potencjalnych rodziców do zastanowienia się: czy naprawdę biologicznie "nie-swoje" dziecko jest tak nie do przyjęcia jako "swoje" pod względem odpowiedzialności? Dlaczego adoptując dziecko nie pozbawić potwornej instytucji domów dziecka jednej istoty do unieszczęśliwienia?
Kończę już, bo zaraz będzie, że nie mam poczucia humoru. TAK, podchodzę do wszystkiego poważnie, a jeżeli widzę jako niby śmieszny wątek coś, co jest pierwotnie pomysłem znanego filozofa, nie widzę powodu, by o tym nie wspomnieć.
Post a Comment